Dziś opowiem o projekcie, który nie jest bezpośrednim działaniem Pracowni Za Płotem, ale miałam w nim duży udział. Będzie długo, bo to, o czym napiszę, było ważne i chcę zachować te drobne elementy, które złożyły się w całość.
A początki sięgają jeszcze jesieni ubiegłego roku, kiedy przy Stowarzyszeniu Folkowisko powołaliśmy zespół roboczy ds Gorajeckiego Uniwersytetu Ludowego – GUL.
Anita Ponikło, Grzegorz Ciećka, Beata Sanocka i ja zaczęliśmy spotykać się na Zoomie, by dzielić się pomysłami. Ustaliliśmy, że nasze działania chcemy oprzeć na lokalnym rzemiośle i dawnym przekazie wiedzy – tym, który płynął z ust do ust, z rąk do rąk i z pokolenia na pokolenie.
Pomysłów mieliśmy sporo – warsztaty rzemieślnicze, rekonstrukcja spódnicy lubaczowskiej, pokaz mody... Ale najważniejsze było jedno: otworzyć Stowarzyszenie na lokalną społeczność. Zaprosić ludzi, by nie tylko przyszli na nasze wydarzenia, ale także współtworzyli je razem z nami.
Wtedy pojawiło się jedno ważne pytanie: za co to zrobimy? Odpowiedź była oczywista - trzeba napisać wniosek o grant. Pierwszy powstawał w pośpiechu, pisany po nocach, bo termin gonił, a my zaczęliśmy zbyt późno. Wprawdzie nie dostaliśmy dofinansowania, ale wniosek trafił na listę rezerwową z wysoką liczbą punktów. Jak to mówią: pierwsze koty za płoty.
.jpg)