Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadu-gadu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadu-gadu. Pokaż wszystkie posty

24 czerwca 2026

Podlaskie Sploty – tkaczki nadal siedzą przy krosnach

Drugi dzień Festiwalu Tkackiego Podlaskie Sploty to tradycyjnie piknik tkacki. Miejsce spotkania tkaczek i tkaczy z całej Polski. Uczestnicy mogą wziąć udział w warsztatach i pokazach, obejrzeć z bliska prace oraz zakupić wysokiej jakości rękodzieło. Ale przede wszystkim mają możliwość porozmawiać z twórcami i dowiedzieć się, kto dziś tka i dlaczego nadal to robi.

Po nocy spędzonej w domu studenta ruszam w stronę Pałacu Branickich. Na dziedzińcu stoją już rozstawione stoiska tkaczek z krosnami tkackimi różnych rozmiarów.  Jedne niewielkie, inne zajmujące niemal całą przestrzeń pod namiotem. Większość wygląda na starsze ode mnie – drewniane, z widocznymi śladami żerowania owadów, z miejscami wygładzonymi przez dłonie kilku pokoleń tkaczek. Zastanawiam się, ile z nich było w ciągłym użyciu, przechodziło z pokolenia na pokolenie. Ile pamięta czasy, gdy tkanie było codzienną koniecznością, a nie pasją. Ile wróciło do życia po latach zapomnienia, odnalezionych na strychach i w stodołach, gdy coraz więcej osób zaczęło szukać własnych korzeni.



Zagaduję kobietę w wieku około 70 lat, przyglądającą się pracy młodej tkaczki. Słucham, jak opowiada: „Miałam kilka ręczników, staruteńkich. Nigdy prane nie były. Przywieźliśmy to wagonem, bo ja zza Buga – opowiada uczestniczka. – I obrus, który na ścierki pocięłam. Bo lniane, porządne. A w sklepach niczego nie było. Część rzeczy oddałam do muzeum, a to, co jeszcze mam, to chyba tylko na śmietnik.

Moja babka i pokolenie rodziców jeszcze umiało [tkać], ale w moim już nikt tego nie robił. Teraz młodzież chodzi do Ośrodka Kultury na, jak ja to nazywam, warsztaty technik prymitywnych” - kontynuuje.

Na Podlasiu mamy największe bogactwo tradycyjnego tkactwa. Żaden region nie może się pochwalić takim bogactwem form i technik, jak my” – mówi koordynatorka Festiwalu.

Ale kto właściwie tworzy to bogactwo dzisiaj?

12 czerwca 2026

Podlaskie Sploty - czym zachwyca Białystok?

 Odkrywanie moich tkackich korzeni wchodzi na kolejny poziom. To już nie tylko nauka rzemiosła, to także historia, twórcy, wydarzenia. Stąd nie wypadało mi nie pojawić się na największym wydarzeniu tkackim w regionie: Podlaskie Sploty. Byłam tam w podwójnej roli: jako początkująca tkaczka, spadkobierczyni twórczości mojej Babki Franciszki, a także jako przedstawicielka Stowarzyszenia Folkowisko z Gorajca i działającego w jego strukturach Gorajeckiego Uniwersytetu Ludowego – GULa. Stąd też moja relacja znajdzie się także na stronie naszego Stowarzyszenia.


Białystok. I moje pierwsze spotkanie z tym miastem. Okazuje się, że na przełomie XIX i XX w. było drugim po Łodzi ośrodkiem przemysłu włókienniczego. Na terenie miasta istnieje coś takiego, jak szlak białostockich fabrykantów. Rozkwit ich świetności przypada na połowę XIX w. Zastanawiam się, jak to wpłynęło na życie wiejskich tkaczek w tamtym okresie. Czy domowa produkcja tkanin przez to się zmieniała? Tkano inaczej? Faktem jest, że żaden z historycznych, wielkich kombinatów włókienniczych już nie działa w swojej dawnej skali. A jak radzą sobie wiejskie tkaczki? Przekonajcie się czytając dalej.

17 października 2025

Etnoperformance – wokół skrzyni wiannej. Podsumowanie całego zamieszania

Dziś opowiem o projekcie, który nie jest bezpośrednim działaniem Pracowni Za Płotem, ale miałam w nim duży udział. Będzie długo, bo to, o czym napiszę, było ważne i chcę zachować te drobne elementy, które złożyły się w całość.

A początki sięgają jeszcze jesieni ubiegłego roku, kiedy przy Stowarzyszeniu Folkowisko powołaliśmy zespół roboczy ds Gorajeckiego Uniwersytetu Ludowego – GUL.

Anita Ponikło, Grzegorz Ciećka, Beata Sanocka i ja zaczęliśmy spotykać się na Zoomie, by dzielić się pomysłami. Ustaliliśmy, że nasze działania chcemy oprzeć na lokalnym rzemiośle i dawnym przekazie wiedzy – tym, który płynął z ust do ust, z rąk do rąk i z pokolenia na pokolenie.

Pomysłów mieliśmy sporo – warsztaty rzemieślnicze, rekonstrukcja spódnicy lubaczowskiej, pokaz mody... Ale najważniejsze było jedno: otworzyć Stowarzyszenie na lokalną społeczność. Zaprosić ludzi, by nie tylko przyszli na nasze wydarzenia, ale także współtworzyli je razem z nami.

Wtedy pojawiło się jedno ważne pytanie: za co to zrobimy? Odpowiedź była oczywista - trzeba napisać wniosek o grant. Pierwszy powstawał w pośpiechu, pisany po nocach, bo termin gonił, a my zaczęliśmy zbyt późno. Wprawdzie nie dostaliśmy dofinansowania, ale wniosek trafił na listę rezerwową z wysoką liczbą punktów. Jak to mówią: pierwsze koty za płoty.

21 sierpnia 2025

Wystarczy chwila

 Mówią, że najwięcej wypadków zdarza się w domu. I faktycznie – około 70% interwencji ratowników medycznych w Polsce to właśnie konsekwencje tego, co dzieje się w czterech ścianach. Najczęściej upadki, poślizgnięcia, potknięcia… Ale człowiek myśli: „mnie to nie dotyczy, bo przecież tyle podróżuję, jestem w ruchu, wciąż gdzieś biegnę”. A tu proszę – wystarczy kilka dni w domu i życie samo przypomina, że nieszczęścia nie muszą czaić się na szlaku.


15 lutego 2025

Historia pewnej przyjaźni - album urodzinowy

Ostatni weekend spędziłam w towarzystwie przyjaciół z Ekipy Folkowiska, w miejscu, które dla wielu z nas stało się drugim domem – w Gorajcu. Spotkaliśmy się w wyjątkowych okolicznościach – Beata, koordynatorka festiwalowej Dzieciowioski, obchodziła okrągłe urodziny. To był czas pełen radości i szaleństwa, wypełniony muzyką i pozytywną energią, której doświadczył każdy, kto choć raz miał okazję być na Festiwalu Folkowisko. Dla mnie to także moment symbolicznego domknięcia pewnej historii.

Bo choć poznałyśmy się osobiście dopiero trzy lata temu, to Beata była mi znana dużo wcześniej. Czasem życie pisze niezwykłe scenariusze.

Mniej więcej dziesięć lat temu, kiedy intensywnie zajmowałam się tworzeniem zaproszeń i albumów ślubnych, trafiło do mnie nietypowe zlecenie – księga gości inspirowana pewnym projektem. Klientka przesłała zdjęcie, a ja – dostrzegając znak wodny – postanowiłam sprawdzić jego źródło. Tak poznałam markę Papirell i pięknie haftowane okładki, których autorką była Beata.

27 stycznia 2025

Pełne rozterek życie rękodzielnika

Obiecywałam sobie, że nie będzie tu kartek i innych papierowych wytworów. Ale cóż... To właśnie ten rodzaj rękodzieła najlepiej mi wychodzi, przynajmniej póki co. Czy zawsze trzeba toczyć wewnętrzną walkę pomiędzy tym, co jest, a tym, co chciałoby się, aby było?

Zaczęło się od tego, że chciałam przetestować nowy surowiec do farbowania naturalnego. Przetrząsnęłam pudło z materiałami i natknęłam się na saszetkę z wiórami z drewna sandałowego, które zapewne ktoś mi kiedyś podarował. Uznałam, że nadszedł ich czas. Aleksandra Bystry w swojej książce „Dzikie Barwy” radzi, żeby takie wióry moczyć ze dwa dni, a przez następne dni gotować po kilka godzin, zanim się wrzuci szmaty.

12 stycznia 2025

Powrót do źródła

Miewacie czasem wrażenie, że po długiej drodze stajecie nagle w punkcie wyjścia? Ja często, co nie znaczy, że kręcę się w kółko. Kiedyś wyobraziłam sobie, że to jakby podróż po spirali - za każdym okrążeniem jestem na innym poziomie. Dokładnie tak czuję się teraz: wracam do źródła Pracowni Za Płotem z nowym spojrzeniem i świeżymi pomysłami. O czym Wam krótko opowiem.

Wiecie, że rękodzieło towarzyszyło mi od zawsze? Już w dzieciństwie moimi ulubionymi zajęciami było przerabianie i tworzenie. Mam na swoim koncie kilka projektów rękodzielniczych, w tym najdłuższy - Pracownia AnnaMaria, poświęcony artystycznym kartkom i albumom. Dacie wiarę, że rozwijałam go przez ponad dekadę?! Ale kilka lat temu coś się zmieniło.

02 października 2024

Reset u schyłku lata

Lato minęło, a jego ostatnie intensywnie ciepłe dni wykorzystałam na ogarnięcie Pracowni. Porządki robię raczej rzadko i niechętnie, ale jak się już do nich zabiorę, to wiedzcie, że coś się szykuje!

Minęły prawie trzy lata od mojego ostatniego wpisu na blogu, ale kto by liczył? Jeśli spodziewacie się opowieści o tym, jak Pracownia tętniła życiem, tworzyłam dzieła sztuki i przekształcałam świat rękodzieła, to... cóż, mylicie się. Rękodzielnicza przestrzeń? Była, owszem. Ale bardziej jako magazyn do szybkiego zrzucenia rzeczy, które zawadzały w innych miejscach. Prawdziwe życie toczyło się zupełnie gdzie indziej. W pozarękodzielniczych sferach, że tak to ujmę elegancko.


Mierzyłam się z zupełnie odmiennymi wyzwaniami. Tematami, które mają tyle wspólnego z rękodziełem, co młotek z elegancką porcelaną. Ale spokojnie, nie będę się tu wdawać w szczegóły. Ostatni rok był dla mnie bardzo intensywny i zrozumiałam, że w niektórych obszarach mojej aktywności chyba doszłam do ściany. Zamiast się z nią zderzać, postanowiłam... trochę się cofnąć się. Kto wie, może po to, żeby wziąć większy rozbieg?

18 października 2021

Papier czerpany z roślin - fotorelacja z kursu

Papier czerpany tworzony z roślin teoretycznie doskonale wpisywał się w założenia mojej pracowni. Tworzenie z możliwie niską szkodą dla środowiska, wykorzystanie surowców pochodzących z natury, oparcie się głównie na materiale roślinnym - tym staram się kierować w swojej twórczej podróży. Stąd też niecierpliwie wyczekiwałam ogłoszenia o organizacji kursu poświęconemu metodzie ręcznego czerpania papieru z roślin. Jednak w praktyce okazało się, że produkcja ta wcale taka obojętna dla środowiska nie jest. Zresztą, oceńcie to sami.

Kurs papieru czerpanego z roślin odbywał się w ośrodku szkoleniowym Akademia Łucznica. Przybliżeniu działalności ośrodka poświęciłam swój poprzedni wpis - Ośrodek szkoleniowy pełen twórczej energii. Zajęcia prowadziła pani Jagoda Krajewska, łódzka artystka zajmująca się sztuką papieru, fotografią, tkaniną, grafiką projektową i właśnie ręcznie czerpanym papierem. Brała udział w wielu wystawach w kraju i za granicą.
Jak widzicie - zapowiadało się świetnie: praca w pięknym miejscu, w przeważającej części odbywająca się w plenerze, w doskonałym towarzystwie, w duchu ekologii... Sprawdziło się wszystko, z jednym wyjątkiem, który namącił mi nieco w głowie.


Papier czerpany jest to taki rodzaj papieru, który powstaje w procesie czerpania. Pierwszym etapem jego powstawania jest wyodrębnienie pojedynczych włókien z surowców roślinnych. Z włókien tych tworzy się wodną zawiesinę. Następnie formuje się papier poprzez odwadnianie tej zawiesiny na sicie. Tak w dużym skrócie odbywa się produkcja papieru czerpanego. I podobnie, jak w przypadku produkcji zwykłego papieru, pochłania ogromne ilości wody. Dodatkowo przebiega przy udziale znacznej ilości środków chemicznych, często drażniących i żrących, nieobojętnych dla środowiska... Z całą pewnością nie można nazwać procesu produkcji papieru czerpanego ekologicznym! Nie ukrywam, że to było dla mnie bardzo zaskakujące odkrycie.

21 lutego 2021

Pierwszy podmuch wiosny

Zima ma się jeszcze całkiem nieźle (chociaż dziś jakby mniej) i Pracownia wydaje się być pogrążona w uśpieniu. Ale to tylko pozory, bo od kilku tygodni przygotowujemy się do nadchodzącego sezonu. Wraz z nowym rokiem pojawiły się nowe inspiracje i zupełnie nowy kierunek. Długo szukałam wspólnego mianownika, łączącego moje artystyczne zainteresowania, zamiłowanie do natury i tradycyjnego rzemiosła, a ten okazał się być na wyciągnięcie ręki. Zdradzę Wam tyle, że na pierwszym planie  znajdą się przede wszystkim rośliny - Pracowania już teraz przepełniona jest ich aromatem, o czym będziecie mieli okazję przekonać się niebawem, podczas przedświątecznych warsztatów.