Dziś opowiem o projekcie, który nie jest bezpośrednim działaniem Pracowni Za Płotem, ale miałam w nim duży udział. Będzie długo, bo to, o czym napiszę, było ważne i chcę zachować te drobne elementy, które złożyły się w całość.
A początki sięgają jeszcze jesieni ubiegłego roku, kiedy przy Stowarzyszeniu Folkowisko powołaliśmy zespół roboczy ds Gorajeckiego Uniwersytetu Ludowego – GUL.
Anita Ponikło, Grzegorz Ciećka, Beata Sanocka i ja zaczęliśmy spotykać się na Zoomie, by dzielić się pomysłami. Ustaliliśmy, że nasze działania chcemy oprzeć na lokalnym rzemiośle i dawnym przekazie wiedzy – tym, który płynął z ust do ust, z rąk do rąk i z pokolenia na pokolenie.
Pomysłów mieliśmy sporo – warsztaty rzemieślnicze, rekonstrukcja spódnicy lubaczowskiej, pokaz mody... Ale najważniejsze było jedno: otworzyć Stowarzyszenie na lokalną społeczność. Zaprosić ludzi, by nie tylko przyszli na nasze wydarzenia, ale także współtworzyli je razem z nami.
Wtedy pojawiło się jedno ważne pytanie: za co to zrobimy? Odpowiedź była oczywista - trzeba napisać wniosek o grant. Pierwszy powstawał w pośpiechu, pisany po nocach, bo termin gonił, a my zaczęliśmy zbyt późno. Wprawdzie nie dostaliśmy dofinansowania, ale wniosek trafił na listę rezerwową z wysoką liczbą punktów. Jak to mówią: pierwsze koty za płoty.
Drugie podejście było już inne – bardziej przemyślane, spokojne, konsultowane z potencjalnie zainteresowanymi uczestnikami, instruktorami. Godziny rozmów, spotkania na Zoomie, telefony, dopracowywanie szczegółów. I opłaciło się. W kwietniu zobaczyliśmy na liście organizacji z dofinansowaniem nazwę naszego Stowarzyszenia i tytuł projektu: "Etnoperformance – wokół skrzyni wiannej”.
Chcieliśmy odtworzyć wyposażenie tradycyjnej skrzyni wiannej – a więc przedmiot, który przez wieki symbolizował kobiecą niezależność i początek nowego etapu życia. Temat szeroki, więc skupiliśmy się na kilku elementach: utkaniu krajki, hafcie, konstruowaniu skrzyń i – przede wszystkim – na spódnicach. Bo to właśnie one wymagały największego nakładu pracy: farbowania tkanin, wykonywania stempli i drukowania wzorów.
Zaczęło się intensywnie. Ustalanie terminów, szukanie miejsc, przygotowywanie przestrzeni – to była moja rola koordynatorki projektu. Równolegle prowadziliśmy rekrutację do projektu, w czym niezrównana była Anita, nasza lokalna animatorka. Beata zajęła się promocją w mediach społecznościowych. Nad całością czuwał Grzegorz, lokalny regionalista i wizjoner. Logotyp projektu przygotowała Gabriela Gorączko, a etnologiczny wstęp przygotowała Nina Lewandowska.
Oczywiście, nie mogło zabraknąć z nami Marcina Piotrowskiego, najważniejszego człowieka w Stowarzyszeniu, który wspierał nasze działania promocyjne, zawsze służył dobrą radą i pomocą, gdy na horyzoncie pojawiał się kryzys.
Do pierwszego naboru zgłosiło się prawie pięćdziesiąt uczestniczek!
Na pierwszy ogień poszło barwienie naturalne, które poprowadziła Ewa Garniec – reżyserka światła, rękodzielniczka, miłośniczka dzikiej kosmetyki. Wyobraźcie sobie gary wypełnione ziołami – nawłocią, glistnikiem, korą, szyszkami – i ten unoszący się w powietrzu aromat. Potem płukanie tkanin w rzece. Czysta magia.
Równolegle Grzegorz prowadził warsztaty drzeworytu. Wióry leciały z klocków, wzory powstawały powoli. Niektóre uczestniczki wycinały swoje matryce do późna, żeby następnego dnia odbić je na świeżo ufarbowanej tkaninie. Farba do zadruku, przygotowana na bazie sadzy, wprawiała w zdumienie i działała na wyobraźnię – jak efektywnie w dawnej wsi potrafiono wykorzystać zasoby, które znajdowały się w gospodarstwie!
Po tych pierwszych warsztatach czuliśmy ogromną satysfakcję. Zwłaszcza, że w dwa i pół dnia zrobiliśmy robotę, która powinna zająć pięć! Ale to tylko dzięki determinacji naszych uczestniczek.
Warsztaty odbyły się w Drzeworytni płazowskiej w Płazowie, dzięki uprzejmości sołtysa Janusza Bundyry i Gabrieli Kołodziej, dyrektorki Ośrodka Kultury w Narolu. To oni i lokalna społeczność wsparli nas i przygotowali przestrzeń do przeprowadzenia zajęć.
Kolejne spotkanie warsztatowe poświęcone było tkaniu krajki z Joanną Wiśnią Rey – artystką o wielu talentach, od kilu lat współpracującą z Folkowiskiem. Tkanie krajki to nie w kij dmuchał! Najpierw trzeba sobie to cudeńko zaprojektować, następnie przygotować osnowę. Trwa to dość długo, wymaga precyzji i uwagi. Za to później jest już bardzo lajtowo i można w gronie uczestniczek oddać się ploteczkom.
Efekty były zachwycające. Krajka, choć ma swoje korzenie w tradycji, doskonale odnajduje się we współczesnych stylizacjach. Warsztaty odbyły się w pięknej scenerii gościnnego Chutoru Gorajec i zakończyły się zwiedzaniem Cerkwi pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny.
Po krajkach przyszedł czas na spódnice – centralny element projektu. Tu prowadziła nas Monika Miranda Nowakowska, projektantka i artystka z Woli Sękowej. Jej klarowne przekazywanie wiedzy, cierpliwość, wsparcie, sprawiły, że każda uczestniczka uszyła coś niepowtarzalnego.
Moja spódnica powstawała na stareńkiej maszynie z korbką – bez prądu. Układanie plis to praca żmudna, ale efekt końcowy był wart wszystkiego. Nie zapomnę momentu, gdy kobiety założyły swoje spódnice. W sekundę zmieniła się ich postawa – wyprostowane plecy, duma, błysk w oku. Z Anitą patrzyłyśmy na to z zachwytem. Dziewczyny, serio - chcecie poczuć swoją moc? Noście spódnice. Najlepiej własnoręcznie uszyte.
Po tak owocnym początku projektu uznaliśmy, że musimy się tymi pierwszymi efektami pochwalić światu. Najlepszą do tego okazją był zbliżający się Folkowisko Festiwal. Skrzyknęłyśmy twórczynie, które biorą udział w towarzyszącym festiwalowi Jarmarku Cudów. Zaproponowałyśmy, aby przygotowały po kilka stylizacji, które zaprezentujemy na wiejskim pokazie mody.
Projektantki, modelki, modele – wszystko spontanicznie, w warunkach polowych, z uśmiechem i luzem. Na wybieg (czyli plac przed stodołą) wyszło niemal 60 osób! Publiczność była zachwycona, a dla naszych uczestniczek to było prawdziwe święto i kolejny powód do dumy – tak, oto ja i prezentuje na sobie dzieło moich rąk! Czy jest coś bardziej podnoszącego samoocenę?
Na tym zakończyliśmy pierwszy etap projektu.
Kolejne warsztaty zaplanowaliśmy na schyłek wakacji. Przyszedł czas na haft lubaczowski, w tajniki którego wprowadziła nas Ewa Szałańska, prawdziwa pasjonatka tej techniki, członkini Stowarzyszenia Twórców Sztuki Ziemi Lubaczowskiej. Warsztaty odbyły się w siedzibie tegoż Stowarzyszenia.
W twórczej atmosferze tego miejsca, siedząc przy wspólnym stole, rozmawiałyśmy o przesłaniu, jakie skrzynia wianna niesie we współczesności. W niewielu domach zwyczaj gromadzenia wyprawy ślubnej jeszcze się zachował. Rozmawiamy też o metaforycznym przesłaniu – jakie wartości, przekonania wkładamy do "skrzyni" pragnąc wyposażyć swoje córki, ale też i synów, w drogę ku przyszłości. Nie obyło się bez wzruszających opowieści i wspomnień, które na długo zostaną zachowane w pamięci.
Przyszedł w końcu czas, aby wykonane w projekcie przedmioty zamknąć w samodzielnie wykonanej drewnianej skrzyni. Zaprosiliśmy do współpracy Arkadiusza Bochena, wieloletniego partnera Festiwalu Folkowisko, miłośnika drewna, leśnika, ale także propagatora permakultury.
Warsztaty odbywały się w miejscowości o pięknej nazwie Huta Różaniecka, gdzie Arek ma swoją stolarnię. Nie jest łatwo tam trafić, bo jest położona w środku lasu. Dla zainteresowanych odwiedzeniem tego regionu Roztocza podpowiem, że mieści się tu Agroturystyka Zielona Perspektywa. Na warsztatach uczestniczki poznały dawne narzędzia stolarskie, podstawy pracy z drewnem i każda z nich wyjechała z Huty z praktyczną skrzynią.
Skrzynki z surowego drewna domagały się wykończenia i tu na scenę wkroczyła Pani Anna Kornaga-Hul, twórczyni z wspomnianego wyżej Stowarzyszenia Twórców Sztuki Ziemi Lubaczowskiej, która pomogła uczestniczkom malować skrzynie, na wzór inspirowany skrzyniami charakterystycznymi dla regionu lub też w wg indywidualnego pomysłu uczestniczek.
Finał projektu odbył się w świetlicy w Płazowie. Było gwarno, muzycznie, serdecznie. Podsumowanie miało fabularyzowaną formę, która przybliżyła publiczności ten archaiczny już element wesela, kiedy pani młoda przyjeżdża ze swoją skrzynią do nowo poślubionego małżonka. Obrzędowe śpiewy przeplatane były wystąpieniami zaangażowanych w projekt organizatorów, instruktorów, prezentacją przedmiotów wykonanych w czasie projektu, a także refleksjami uczestniczek.
Całość pięknie poprowadzili Katarzyna Chodoń i Arkadiusz Szałata, a towarzyszyła im Kapela Wyczółki. Fenomenalne jedzenie przygotowało Koło Gospodyń Wiejskich z Płazowa. Na koniec zaśpiewały nasze gwiazdy, czyli Niezapominajki z Cieszanowa, które są niezawodne w podtrzymaniu radosnej atmosfery.
----------
Dziś formalnie kończymy działania projektowe. Ich głównym celem była aktywizacja lokalnej społeczności poprzez wspólne działanie w oparciu o dziedzictwo – i to się udało. Ale najcenniejsze powstało przy okazji – to więzi i zaufanie.
Myślę o tym, jak często tradycja bywa postrzegana jako coś odległego, zamkniętego. Tymczasem tu, w Płazowie, Gorajcu, Lubaczowie ożyła. Stała się pretekstem do spotkania, rozmowy i współpracy. Bo nie chodziło wyłącznie o odtwarzanie dawnych wzorów, ale o to, by poprzez nie nawiązać relacje – między ludźmi, między pokoleniami, między miejscami.
To właśnie w takich chwilach najmocniej czuję, że Stowarzyszenie Folkowisko jest czymś więcej niż organizacją. To wspólnota ludzi, którzy potrafią wziąć współodpowiedzialność – za pomysł, za realizację, za siebie nawzajem. Każdy z nas wnosi tu coś swojego: wiedzę, czas, energię, uważność. I dzięki temu ten projekt możemy nazwać naszym wspólnym sukcesem. Bo zrodził się z rozmów, zaufania i gotowości do dzielenia się. Z tego, że ktoś coś dopisał, ktoś inny poprawił, ktoś przypomniał o terminie, ktoś przyniósł kubek z kawą, a ktoś usiadł na chwilę w ciszy. Za to jestem ogromnie wdzięczna.
Dziś, patrząc na spódnice, skrzynie i krajki, myślę, że to nie tylko przedmioty. To dowody na to, że czasem, aby zrobić coś wyjątkowego, wystarczy po prostu spotkać się z tymi, którzy są obok i zacząć od tego, co się ma pod ręką.
Fot. Robert Kryla, Anita Ponikło, Aleksandra Prapagic, Beata, Marcin Piotrowski
.jpg)














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz