Drugi dzień Festiwalu Tkackiego Podlaskie Sploty to tradycyjnie piknik tkacki. Miejsce spotkania tkaczek i tkaczy z całej Polski. Uczestnicy mogą wziąć udział w warsztatach i pokazach, obejrzeć z bliska prace oraz zakupić wysokiej jakości rękodzieło. Ale przede wszystkim mają możliwość porozmawiać z twórcami i dowiedzieć się, kto dziś tka i dlaczego nadal to robi.
Po nocy spędzonej w domu studenta ruszam w stronę Pałacu Branickich. Na dziedzińcu stoją już rozstawione stoiska tkaczek z krosnami tkackimi różnych rozmiarów. Jedne niewielkie, inne zajmujące niemal całą przestrzeń pod namiotem. Większość wygląda na starsze ode mnie – drewniane, z widocznymi śladami żerowania owadów, z miejscami wygładzonymi przez dłonie kilku pokoleń tkaczek. Zastanawiam się, ile z nich było w ciągłym użyciu, przechodziło z pokolenia na pokolenie. Ile pamięta czasy, gdy tkanie było codzienną koniecznością, a nie pasją. Ile wróciło do życia po latach zapomnienia, odnalezionych na strychach i w stodołach, gdy coraz więcej osób zaczęło szukać własnych korzeni.
Zagaduję kobietę w wieku około 70 lat, przyglądającą się pracy młodej tkaczki. Słucham, jak opowiada: „Miałam kilka ręczników, staruteńkich. Nigdy prane nie były. Przywieźliśmy to wagonem, bo ja zza Buga – opowiada uczestniczka. – I obrus, który na ścierki pocięłam. Bo lniane, porządne. A w sklepach niczego nie było. Część rzeczy oddałam do muzeum, a to, co jeszcze mam, to chyba tylko na śmietnik.”
„Moja babka i pokolenie rodziców jeszcze umiało [tkać], ale w moim już nikt tego nie robił. Teraz młodzież chodzi do Ośrodka Kultury na, jak ja to nazywam, warsztaty technik prymitywnych” - kontynuuje.
„Na Podlasiu mamy największe bogactwo tradycyjnego tkactwa. Żaden region nie może się pochwalić takim bogactwem form i technik, jak my” – mówi koordynatorka Festiwalu.
Ale kto właściwie tworzy to bogactwo dzisiaj?
.jpg)

.jpg)



.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)