12 czerwca 2026

Podlaskie Sploty - czym zachwyca Białystok?

 Odkrywanie moich tkackich korzeni wchodzi na kolejny poziom. To już nie tylko nauka rzemiosła, to także historia, twórcy, wydarzenia. Stąd nie wypadało mi nie pojawić się na największym wydarzeniu tkackim w regionie: Podlaskie Sploty. Byłam tam w podwójnej roli: jako początkująca tkaczka, spadkobierczyni twórczości mojej Babki Franciszki, a także jako przedstawicielka Stowarzyszenia Folkowisko z Gorajca i działającego w jego strukturach Gorajeckiego Uniwersytetu Ludowego – GULa. Stąd też moja relacja znajdzie się także na stronie naszego Stowarzyszenia.


Białystok. I moje pierwsze spotkanie z tym miastem. Okazuje się, że na przełomie XIX i XX w. było drugim po Łodzi ośrodkiem przemysłu włókienniczego. Na terenie miasta istnieje coś takiego, jak szlak białostockich fabrykantów. Rozkwit ich świetności przypada na połowę XIX w. Zastanawiam się, jak to wpłynęło na życie wiejskich tkaczek w tamtym okresie. Czy domowa produkcja tkanin przez to się zmieniała? Tkano inaczej? Faktem jest, że żaden z historycznych, wielkich kombinatów włókienniczych już nie działa w swojej dawnej skali. A jak radzą sobie wiejskie tkaczki? Przekonajcie się czytając dalej.

Na Podlaskie Sploty próbowałam dotrzeć już od kilku edycji. W tym roku wreszcie się to udało. Choć podróż z Radzynia Podlaskiego do Białegostoku komunikacją publiczną okazała się niezłą wyprawą! Mimo, że miasto odwiedzałam po raz pierwszy, ale nie przewidywałam jakiegoś szczególnego planu zwiedzania. Za to, co jest moją stałą praktyką, wszędzie chodziłam spacerkiem, aby się choć trochę zaadaptować i poczuć miasto wszystkimi zmysłami.

Trudno o lepsze miejsce dla festiwalu tkactwa. Białystok jest dziś przede wszystkim nowoczesnym miastem wojewódzkim - pełnym ludzi i wydarzeń (choć może to kwestia długiego weekendu), z licznymi kawiarniami i ogródkami piwnymi. Choć w centrum jest dużo betonu, to całe miasto wydało mi się bardzo zielone. Takie raczej spokojne, nie wyłączając galerii handlowej, której też celowo nie pominęłam. CH Alfa zostało umieszczona w budynkach dawnej fabryki Beckera, producenta jedwabnych pluszów. Piękny, zabytkowy budynek kryje dziś to, co niemal każda galeria.

Snując się po mieście, nie mogłam przestać zastanawiać się nad relacją między wielkimi fabrykami, a wiejskimi tkaczkami, których praca toczyła się równolegle w domach rozsianych po podlaskich wsiach. Czy patrzyły na nie z niepokojem? Czy dostrzegały w nich zagrożenie dla swojego rzemiosła? A może były one tak odległe od ich codzienności, że nie miały większego znaczenia?

Po krótkim rekonesansie skierowałam się do siedziby Podlaskiego Instytutu Kultury. Swoją drogą obserwowanego przeze mnie od kilku lat, zawsze z wielkim zaciekawieniem. Stąd wiem, że organizowany przez Instytut Festiwal Podlaskie Sploty to nie jest jednodniowe wydarzenie. Oprócz pikniku tkackiego stałym punktem jest też wystawa i cykl warsztatów tkackich. „Co roku staramy się dodawać do festiwalu nowe elementy – zdradziła mi Agnieszka Jakubicz, kierowniczka Działu Kultury Ludowej Podlaskiego Instytutu Kultury, którą dosłownie dwa tygodnie temu poznałam w Gorajcu. – W tym roku mamy grę terenową pod hasłem Operacja LEN.”

Pomyślałam, że szkoda byłoby stracić okazję i nie wziąć udziału w tym dopiero rodzącym się przedsięwzięciu. Pobrałam więc kartę uczestnika oraz wiązkę suchych patyków, które okazały się wysuszonymi łodygami lnu. Co się z tym dalej działo? Opiszę w osobnym poście, w którym dodatkowo zamieszczę wiele ciekawostek dotyczących uprawy i obróbki lnu.

A tymczasem podsumuję wernisaż wystawy poświęconej tradycyjnym tkaninom lnianym. To była niezwykła opowieść o trudzie, jaki wkładały kobiety w uprawę lnu i proces wykonywania tkanin. Nie wiem, czy macie świadomość, że dawniej każda gospodyni siała len na poletku mniej więcej 10 na 10 metrów i z tego, co udało jej się zebrać, wykonywała wyroby niezbędne dla rodziny.

Na wystawie eksponowano tkaniny ze zbiorów Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej oraz Sokólskiego Ośrodka Kultury. Inspiracją okazała się tkanina tkana w deskę, która wzbudziła zainteresowanie kuratorek. „Zauroczyła nas głównie swoją nazwą. Postanowiłyśmy poszukać głębiej i wziąć len na warsztat, dosłownie i w przenośni – przyznała Agnieszka Jakubicz, otwierająca wystawę. – Uczyniliśmy go więc tkaniną, która przewodzi w tym roku Festiwalowi.”

Len był podstawowym materiałem, który powstawał na wsi, rośliną uprawianą powszechnie.  Zajmowały się tym przeważnie kobiety. To one odpowiadały za cały proces od zasiewu, poprzez pielęgnację rośliny, zbiór, pozyskiwanie włókna, a następnie przędzenie i tkanie.
Mężczyźni zajmowali się tym tylko wtedy, gdy lnu trzeba było mieć więcej, gdy pojawiała się możliwość sprzedaży płótna lnianego –
o specyfice gospodarki lnem opowiadała Aleksandra Pluta z Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej. – Wszystko wykonywane było własnoręcznie."

Podczas czesania oddzielano włókna różnej jakości. Najlepsze przeznaczano na dekoracyjne tkaniny i ręczniki obrzędowe, słabsze wykorzystywano do tkania materiału na odzież roboczeą, worki czy prześcieradła. Nawet odpady znajdowały zastosowanie w gospodarstwie, np. do uszczelniania budynków czy też jako nawóz.

W naszych zbiorach tkanin, liczących ponad 700 egzemplarzy, jest tylko kilka lnianych. Świadczy to o tym, że nie był to zbyt lubiany przez tkaczki materiał.” – zakończyła etnografka.

Len nie jest obecnie łatwo dostępnym surowcem. Uprawia się go w Polsce na około 2,5 tys. hektarów. Dla porównania – jeszcze w latach 70-tych było tego 130 tys. hektarów rocznie.

Trzeba też nie lada umiejętności, aby odpowiednią tkaninę lnianą stworzyć – zauważyła Urszula Lengiewicz, tkaczka i koordynatorka Festiwalu. – Jednak wszystkie nasze działania są skierowane na to, aby ten surowiec w tkactwie tradycyjnym i artystycznym przywrócić . Bardzo nam zależy, aby wystawa zainspirowała twórców do wykonania nowych tkanin lnianych.”

W tym momencie został ogłoszony konkurs na współczesną formę tkacką z lnem. Prace można zgłaszać w dwóch kategoriach: Len – nowa tradycja, gdzie twórcy mogą wykonywać tradycyjne formy i wykorzystywać tradycyjne sploty, oraz współczesna forma tkacka z lnem, gdzie może to być dowolna forma użytkowa. W obu przypadkach podstawowym materiałem musi być len. Dopuszczalne jest wykorzystanie pewnej ilości włókien bawełnianych, ale nie mogą one stanowić podstawy tkaniny.

Informacje o konkursie znajdziecie na stronie Podlaskiego Instytutu Kultury:
https://pikpodlaskie.pl/event/ogolnopolski-konkurs-na-wspolczesna-forme-tkacka-z-lnem/

Bogactwo wzorów wytkanych z lnu zachwyciło mnie. Nie będę oryginalna i przyznam, że tkanie w deskę zrobiło także na mnie największe wrażenie. Z uwagą obserwowałam wzór oraz Karolinę Radulską, tkaczkę z okolic Janowa, która prezentował tę technikę przed budynkiem Podlaskiego Instytutu Kultury. Może w swojej naiwności laika, pomyślałam, że nie jest to tak skomplikowane, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Kończę więc dzień z postanowieniem, że niebawem tego spróbuję. A w kolejnym poście opowiem o twórcach i uczestnikach Pikniku Tkackiego, odbywającego się w ramach Festiwalu Podlaskie Sploty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz