Wracam z podróży. Albo właśnie się w nią udaję. Chodzę różnymi ścieżkami i sprawdzam, która jest mi najbliższa. Nieraz idę jakimś traktem przez dłuższy czas, by później zawrócić albo zmienić kierunek. Wybieram inną drogę. I nie chodzi tu wyłącznie o wygodę, choć ta także bywa ważna – mam już swoje lata i coraz lepiej znam własne ograniczenia. Czasem znaczenie ma ciekawy widok, a czasem spotkane po drodze towarzystwo.
Zdarza mi się również wracać na szlaki, którymi już kiedyś wędrowałam. Niekiedy tylko po to, by upewnić się, że decyzja o ich porzuceniu była słuszna i nie ma tam już nic do odkrycia. Innym razem odnajduję na nich coś zupełnie nowego.
Rękodzieło i moja Pracownia Za Płotem to ścieżki, na które regularnie wracam. Nie zawsze zostają po tym ślady w postaci wpisów. Więc uwierzcie mi na słowo, że przez ostatni rok tejpodróży wydarzyło się naprawdę bardzo dużo.
A zaczęło się od tego, że wraz z kilkoma osobami ze Stowarzyszenie Folkowisko próbujemy rozkręcić Gorajecki Uniwersytet Ludowy, czyli GUL. W ubiegłym roku działaliśmy z tematem „Etnoperformance – wokół skrzyni wiannej”. To poniekąd przez ten projekt mnie stąd wycięło.
Chociaż pomysł był prosty: odtworzyć wyposażenie tradycyjnej skrzyni wiannej, ze szczególnym naciskiem na elementy stroju ludowego. W ramach projektu odbyły się warsztaty farbowania naturalnego prowadzone przez Ewę Garniec, drzeworytu i zadruku tkanin z Grzegorzem Ciećką, szycia spódnicy lubaczowskiej z Moniką Mirandą Nowakowską, tkania krajki z Joanną Wiśnią Rey, haftu lubaczowskiego z Ewą Szałańską, budowy skrzyń z Arkiem Bochenem oraz malowania skrzyń z Anną Kornagą-Hul. Nad sprawnym przebiegiem projektu czuwałyśmy wspólnie z Anitą Ponikło.
Efekty naszej pracy można zobaczyć na filmie, który powstał w trakcie projektu: ZOBACZ FILM
a obszerną relację przeczytać w poprzednim poście.
Choć wszystkie warsztaty były ciekawe, to z największą nadzieją czekałam na farbowanie naturalne i tkanie krajek. Oczywiście uszyłam sobie świetną kieckę, do której płótno ufarbowałam w łupinach cebuli. Utkałam też krajkę w kolorach idealnie pasujących do spódnicy.
Sam proces tkania krajki okazał się znacznie mniej skomplikowany, niż początkowo sądziłam. Kończąc warsztaty, miałam mocne postanowienie, że koniecznie muszę powtórzyć to samodzielnie w domu. Na zachętę każda uczestniczka otrzymała pamiątkowe bardko z logo Pracowni Splot.
Ale wiecie, jak kończą się takie postanowienia.
Wir codzienności, praca, obowiązki i wszystkie inne sprawy skutecznie utrudniają natychmiastową realizację planów. A później? Później zwyczajnie się zapomina.
U mnie było podobnie. Jeden festiwal, drugi festiwal, dalsza realizacja projektu, wydarzenie finałowe, sprawozdanie, rozliczenie. Sami wiecie. W międzyczasie zaczęłam nową pracę. I zdążyłam ją zakończyć. Krótko mówiąc – działo się.
I wtedy, gdzieś w połowie jesieni, zadzwoniła pewna pani, by przypomnieć mi, że obiecałam pojawić się na XXI Powiatowych Spotkaniach Twórców Wsi w Kąkolewnicy. Dzwoniła więc z oficjalnym zaproszeniem. To taka impreza, na której zespoły ludowe śpiewają, koła gospodyń wiejskich serwują rozmaite smakołyki, a zaproszeni twórcy prezentują swoje rękodzieło i inne lokalne wyroby.
Ponieważ moje życie było wówczas wyjątkowo intensywne, pierwsza myśl brzmiała: „Matko kochano! A co ja tam pokazać mam?” Na pocieszenie usłyszałam: „To nie muszą być nowe prace”. Świetny żart. Kiedy u mnie nie było nawet starych. I wtedy przypomniałam sobie tę myśl o krajkach. O tym solennym postanowieniu, że będę je tkać, jak nawiedzona. Tylko że nie tkałam. Do wydarzenia zostały trzy tygodnie. Liczba krajek: null. Słownie – zero.
A jak właściwie się je robiło? Pół roku po warsztatach przypomnienie sobie całego procesu stanowiło pewne wyzwanie. Zwłaszcza że czasu też nie było w nadmiarze. To był moment na zdecydowaną decyzję: albo tracę kolejne godziny na zastanawianie się, co mogłabym pokazać, albo po prostu siadam do pracy.
Wybrałam to drugie.
Najpierw intensywnie wytężałam pamięć, próbując odtworzyć wszystko krok po kroku. Jak osnuć bardko. Jak uzyskać odpowiedni wzór. Jak osiągnąć zamierzony efekt. Potem pozostało już tylko dopracowanie projektu i wykorzystywanie każdej wolnej chwili na tkanie. Bardko od Wiśni służyło mi dzielnie i w zasadzie było całkowicie wystarczającym narzędziem pracy. Jednak mając w domu krosno Harfa Kromski, które w zamierzchłej przeszłości kupiłam w Hobby-Wełna. Postanowiłam więc wykorzystać je do usprawnienia procesu.
Powstały pierwsze krajki o kratkowym wzorze. Nie jest on jakoś mocno skomplikowany. Raczej wprost przeciwnie. Zrobiłam kilka wersji kolorystycznych i zaczęłam oswajać je w swoich codziennych stylizacjach. Okazało się, że świetnie sprawdzają się zarówno do sukienki, jak i do dżinsów. Coraz częściej myślę jednak także o innych zastosowaniach.
Na Spotkania Twórców Wsi zabrałam kilka krajek, próbki tkanin farbowanych naturalnie i kilka książek artystycznych, wykonanych całe lata temu, kiedy byłam na zupełnie innej rękodzielniczej ścieżce: sprawdź AnnaMaria Pracownia Artystyczna. Czasem myślę o tym, aby na nią wrócić. I sprawdzić, czy jest na niej coś ciekawego, czego jeszcze nie wiem. W końcu niektóre ścieżki trzeba przejść więcej niż raz, żeby zobaczyć, dokąd naprawdę prowadzą.


.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz